(Pod)upadły anioł #2 – Śledzony

Zamknąłem za sobą drzwi i padłem na łóżko. Z kieszeni płaszcza wyciągnąłem żeton, który dał mi Świeczka i obracając go w palcach zacząłem rozmyślać. Kto mógłby chcieć powrotu Tenebrisa? Z całą pewnością musi to być ktoś, kto wie o jego istnieniu, ale przecież poza mną i Luckiem wszyscy, którzy mieli jakąkolwiek wiedzę na ten temat powinni już dawno leżeć w grobie.

Niegdyś byliśmy obrońcami tego świata. Anielska gwardia od samego początku stała na straży równowagi w Heliokardzie. Jako najstarsza, niemalże nieśmiertelna rasa zamieszkująca tę rzeczywistość, za punkt honoru postawiliśmy sobie ochronę tych, którzy powstaną po nas. Niestety, były to jedynie marzenia.

Pomimo naszych wszelkich starań, każda z cywilizacji dążyła zawsze do samodestrukcji. Ferianici, Eskurianie, Kalderzy, nieważne jak się nazywali, zawsze kończyli tak samo. Zmiana nadeszła wraz z pojawieniem się ludzi. Jedynie oni potrafili w dobrym momencie zorientować się, że dążą do swojego unicestwienia. Dlatego też obiecaliśmy sobie ochraniać te wątłe istoty, których czas życia był dla nas jedynie drobnym punktem na linii czasu. Ludzie rodzili się, umierali. Niektórzy z nich nawet wpadali na całkiem niezłe pomysły, nazywali nowe odkrycia własnymi nazwami, na wszystko potrafili znaleźć odpowiedź. Krótko mówiąc, byli dla nas czymś nowym, wcześniej niespotykanym.

Niestety Tenebris nie podzielał naszego optymizmu. Jego umysł zawładnięty mrocznymi częściami dusz nienawidził wszystkiego, co robili ludzie. Wszystkiego poza czynionym przez nich złem.

Wyciągnąłem starą paczkę papierosów. Ostatni raz paliłem chyba z trzydzieści lat temu. W sumie nie wiem dlaczego rzuciłem, przecież dużo łatwiej mi się dzięki nim myśli. Oczyściłem tablicę korkową z materiałów z poprzedniego śledztwa i wbiłem na samym środku sporych rozmiarów czarną pinezkę. Sięgnąłem nieco głębiej w swoje wspomnienia i zacząłem wokoło przyczepiać pomniejsze wątki powiązane z Tenebrisem. Wielka wojna, śmierć moich towarzyszy, śmierć mojej siostry, zapieczetowanie Tenebrisa w innym wymiarze. Było tego o wiele mniej niż mi się z początku wydawało. Być może nie znam wszystkich wątków, które są mi potrzebne do rozwiązania tej zagadki.


Za oknem przeleciało kilka gołębi. Lubiłem te ptaki, przypominały mi nieco o dawnych czasach, gdzie światem rządziły istoty podniebne. Wszystko było wtedy takie proste. Mój poważny nastrój został rozproszony przez cień, który przemknął gdzieś pomiędzy drzewami okalającymi niegdysiejszy pas startowy miejskiego lotniska. Jakim cudem nie wyczułem aury tego stworzenia? Przecież za każdym razem, kiedy w pobliżu pojawiał się jeden z pomiotów Tenebrisa przez moje skrzydła przechodził dosyć wyraźny dreszcz, zupełnie jak ładunek elektryczny. Tym razem jednak nie poczułem prawie nic… Prawie, gdyż wydawało mi się, że jednak rozpoznaję aurę bijącą od postaci między drzewami. Nie potrafię określić ile czasu to coś tam stało, ale akolitom udało się wreszcie odnaleźć moje małe sanktuarium.

Minęło może z pięć minut zanim usłyszałem pierwszych Łowczych. Szkoda, przywykłem już do tego miejsca, było chyba jednym z najwygodniejszych, w jakich przyszło mi mieszkać na przestrzeni wielu lat. Przeszedłem do kuchni i sięgnąłem ręką do ukrytej szuflady wewnątrz piekarnika. Moja dłoń natrafiła na gładką, drewnianą rękojeść skrytą wewnątrz urządzenia. Abiliri, moja wierna towarzyszko, kopę lat się nie widzieliśmy. Moim oczom ukazała się wyszczerbiona klinga, na której widoczne były wyryte runy. Napis w starożytnym języku głosił : Jedynie przez przelaną krew obudzisz mnie ze snu. Nigdy nie zastanawiałem się nad sensem tych słów i zawsze wydawały mi się jedynie dziwnym sposobem na ozdobienie broni. Wiele razy przelewałem tą bronią czyjąś krew i nigdy nic specjalnego się z nią nie stało. Pomimo upływu lat ostrze nadal mieniło się w słońcu milionem barw lecz w tym momencie zaczęło niebezpiecznie przybierać kolor nocnego nieba co oznaczało, że napastnicy są coraz bliżej.

Szybko zebrałem wszelkie poszlaki, które mogłyby mi pomóc w znalezieniu rozwiązania tej sprawy, ubrałem mój skórzany płaszcz i zapaliłem papierosa. Nim wypaliłem go do połowy, drzwi wyleciały z hukiem w powietrze…

Jedna myśl na temat “(Pod)upadły anioł #2 – Śledzony

Dodaj odpowiedź do Katarzyna Kaia Łuszcz Anuluj pisanie odpowiedzi