(Pod)upadły Anioł #5 – Potrzebne nam skrzydła

Nie wiedziałem co się stało, ostatnim co pamiętam był upadek i urwanie się filmu…

W powietrzu unosił się znajomy zapach alkoholu, potu i wymiocin z domieszką sporej ilości feromonów. Świeczka! Gdzie jesteś i co do cholery robię w Twoim klubie? – wykrzyczałem w przestrzeń leżąc na kanapie i w dalszym ciągu nie mogąc wstać. Nikt nie odpowiadał… Ehh pewnie zostawił mnie gdzieś na zapleczu i wrócił do swoich spraw. To do niego podobne.
W głowie kotłowało mi się wiele różnorakich myśli. Po pierwsze czy sługusi Tenebrisa wiedzą już o Foxie, po drugie czy Abiliri jest gdzieś w pobliżu i czy jest w stanie mi jakoś pomóc skoro potrafiła mnie poskładać no i po trzecie dlaczego do cholery tak boli mnie łeb i czemu niczego nie widzę…

Odpowiedź na jedno z pytań przyszła wraz z dźwiękiem zamykanych drzwi i słyszalnym odetchnięciem z ulgą.
Raph, myślałam… myślałam , że jednak nie udało mi się Ciebie poskładać i umarłeś. Kiedy znowu zemdlałeś myślałam już o najgorszym, słysząc jednocześnie kroki na klatce schodowej. Na całę szczęście okazało się, że to Twój brat, który wyczuł, że Tenebris wysłał coś w stronę Twojego mieszkania. – powiedziała niemalże nie biorąc oddechu.

Spokojnie Abiliri, nic mi nie jest, no może poza tym, że nie jestem w stanie się podnieść z łóżka i nic nie widzę… – odparłem próbując ją uspokoić.
No tak, głupek ze mnie, zaczekaj chwilę.
Sekundę później poczułem jej ręce na moich ramionach, które postawiły mnie do pozycji siedzącej. Później te same ręce znalazły się na mojej głowie, zdejmując, jak się okazało, bandaż, którym była owinięta. Gdy odsłaniała moje oczy zobaczyłem na jej twarzy widoczne ślady łez. Nigdy nie podejrzewałbym broni o uczucia, ale z drugiej strony jeszcze niedawno nie wiedziałem, że potrafi zmienić się w osobę. Ciekawe jak długo może pozostać w tym sta… Moja myśl urwała się w tym samym momencie, w którym złapałem rękojeść ostrza końcówkami palców.

Po raz drugi usłyszałem zamykające się drzwi. Do pokoju wszedł Świeczka, podszedł bez słowa do barku i nalał trochę whisky do dwóch szklanek.
Masz, może dzięki temu szybciej wrócisz do siebie. – powiedział z wyczuwalnym niepokojem w głosie. Raph, tę chimerę wysłano żeby Cię zabiła… Gdyby nie twoja broń… Zostałbym ostatnim z nas…
Widać było, że nie do końca wie co ma mi powiedzieć, każde słowo najpierw kotłowało się w jego głowie żeby finalnie wydostać się z ust. Dobrze wiesz, że nie mam ochoty nadstawiać karku w terenie. Jedynym co mogłęm zrobić na ten moment było wysłanie moich ludzi do pilnowania tego detektywa. Musisz jak najszybciej zebrać siły, ale samo to nie wystarczy… Musimy odzyskać nasze prawdziwe skrzydła…

Dodaj komentarz