(Pod)upadły Anioł #3 – Chimera

Moim oczom ukazał się stwór podobny do olbrzymiego kruka. Wielki, czarny dziób, dwoje równie ciemnych oczu wpatrujących się ślepo w miejsce, w którym się znajdowałem. Ok, rozwaliłeś mi drzwi, ale dlaczego nie atakujesz – pomyślałem. Odmieniec stał niewzruszenie w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą znajdowało się wejście do mojego mieszkania. Chcąc sprawdzić moją teorię rzuciłem w kierunku aneksu kuchennego jakiś kawałek metalu. Kruk niemalże natychmiastowo wystartował w tamto miejsce, kłapiąc dookoła swoim wielkim dziobem. No dobra, wysyłacie ślepego na dzień dobry. – powiedziałem sobie w duchu wykonując zamaszysty ruch klingą mojej wiernej broni. Pomimo idealnego ciosu, nawet nie zadrasnąłem piór stworzenia, a ono migiem szczęknęło dziobem tuż przed moim brzuchem.

Na całe moje szczęście zachowałem resztki instynktu pomimo upływu lat i udało mi się wykonać unik. Nici z łatwej potyczki – pomyślałem i ponownie odskoczyłem, bo zwierzęca część stwora wyczuła już moją woń i boleśnie przeciągnęła końcówkami szponów po moim policzku. Przez chwilę zastanawiałem się, gdzie może znajdować się słaby punkt tej dziwnej chimery. Pod jej lewym okiem zauważyłem znak węża zjadającego samego siebie, jarzący się czerwonym blaskiem. Starając się zrozumieć, jak pokonać kruka, chwyciłem mocniej klingę Abiliri, jeszcze raz zerknąłem na jej wyszczerbione lekko ostrze, przygotowałem się do skoku i z impetem przeturlałem w przeciwległą stronę pokoju. Stworzenie początkowo nieświadome tego, gdzie się znalazłem, rozdziawiło teraz swój wielki dziób i ruszyło na mnie niczym wielka czarna pika składając go w czasie lotu. Lekko odchyliłem się w prawo, pozwalając stworowi na odjęcie mi lewej ręki, a następnie wbiłem ostrze aż po samą rękojeść pod jego lewe oko. Kruk łypnął na mnie jeszcze raz swoją czerwoną źrenicą, po czym upadł na podłogę, w gębie trzymając moją lewą rękę i… cholera, urwał mi całe ramię…

Moja krew zaczęła sączyć się na podłogę w sekundę po potyczce. Słudzy Tenebrisa pewnie spodziewali się mojej śmierci w trochę inny sposób… Szkoda tylko, że nie ostrzegę Świeczki, że zaczęli już tworzyć chimery. W sumie Bóg wie ile ich jeszcze jest skoro tak była tak żywotna. Usiadłem na ziemi i zamknąłem oczy. Odpływając w stan nieświadomości usłyszałem we własnej głowie kobiecy głos… Ty idioto, jak mogłeś dać się tak zmasakrować…

Dodaj komentarz