(Pod)upadły anioł #1- Tenebris.

Nie ma nic piękniejszego na świecie niż widok wschodzącego słońca nad morzem… No może oprócz dobrej whisky w moim ulubionym barze. Na szczęście znajdował się on dosyć niedaleko portu więc miałem do niego jakieś dziesięć minut drogi, a godzina wydawała się być idealna na szklaneczkę złocistego płynu. O tej porze w środku znajdowali się jedynie stali bywalcy i nie musiałem nikomu tłumaczyć się z kilku siniaków. Jedna myśl nie dawała mi jednak spokoju, kto jest na tyle odważny lub głupi żeby urządzić polowanie na anioła? Muszę zebrać w spokoju myśli…

Starą Wojnę pamiętam jakbym stał własnie w samym środku pola walki. Dla ludzi było to tak dawno, że tylko nieliczni jeszcze wierzą w pradawne potyczki ze Złem. Większość z nich uznaje to za Legendę o powstaniu Heliokardu, nie mają zielonego pojęcia o tym, że istniał on już wiele tysiącleci przed narodzeniem się Tenebrisa – władcy Mroku. Ludzie są najnowszym nabytkiem tych ziem, pierwsi z nich pojawili się wraz z nastaniem Piątej Ery. Ery dla aniołów takich jak ja to nic innego jak nastanie rządów nowej rasy. Niektóre z ras same przypieczetowały swój los, mordując się wzajemnie, inne zaś były świadkami wielkich kataklizmów, które oczywiście ich zabiły. Pierwszymi „władcami” byli Eskurianie, lud o oczach czarnych niczym onyks. Jedni z najlepszych architektów świata. Potrafili podporządkować sobie wiele z tutejszych terenów i przekształcić na swoją modłę przy użyciu technologii. Jednym z ich największych dzieł były konstrukty – kamienne, drewniane i metalowe kolosy zdolne zarówno do budowania jak i niszczenia. To właśnie dzięki nim rasa ta w bardzo krótkim czasie stała się niemalże nieśmiertelna. W pewnym momencie Eskurianom zaczęło jednak brakować kryształów energii, które napędzały wszystko w ich świecie. Przyglądaliśmy się jak ich naukowcy próbują odnaleźć rozwiązanie. I niestety udało im się…

Niestety, gdyż pomysł eskuriańskich uczonych był jednocześnie ich zgubą. Metoda odwrotną do tej, która ożywiała martwe materiały i tworzyła z nich konstrukty, zaczęto ekstraktować części duszy Eskurian, którzy zgłosili się na ochotnika, skuszeni ofertami z darmowym dostępem do pożywienia i dużą kwotą podaną w złocie. Wszystko szło świetnie, ale naukowcy musieli „jeszcze bardziej ulepszyć” swoje odkrycie. Jak się bowiem okazało, fragmenty duszy nie zawsze były w stu procentach czystą energią. Ogromny kryształ, w którym gromadzono pozyskane dusze zanieczyszczał się coraz bardziej z każdym dniem. Aby temu zapobiec starano się wymyślić metodę rozdzielającą dobrą energię od złej. Po wielu próbach, często przeprowadzanych na ochotnikach wreszcie udało się opracować proces filtracji. Od tamtego momentu w komorze energetycznej znajdowały się dwa ogromne kryształy, jeden zawierał czyste źródło mocy, drugi jedynie mroczne kłębowisko Eskuriańskich dusz. Co prawda społeczeństwo buntowało się przeciwko używaniu tej formy energii, ale nie dało się już wykorzystać niczego innego. Wszystkie złoża zostały już wyeksploatowane.

Sytuacja zaczęła robić się niebezpieczna w momencie, w którym w mrocznym krysztale zaczęło brakować miejsca. Wycieki złej energii zatruwały przebywających w pobliżu pracowników. Po kilku dniach od zakażenia Eskurianie stawali się agresywni i nie reagowali na żadne bodźce, ich oczy zmieniały kolor z czarnego w krwistoczerwony, a żyły na ciele czerniały i stawały się bardziej widoczne. Po dwóch miesiącach wszystko się popsuło. Wtedy właśnie nastąpiła ewolucja zakażonych w stwory o niebywałej sile, potrafiące zmieniać swój kształt, agresywne i mające na celu tylko jedno – wyssanie do cna krwi z Eskurian.

Eskurianie nie wiedzieli co robią. Widzieliśmy jak wiodą półprzytomnego asystenta do sali z kryształem, a następnie wpompowują całą mroczną energię w jego ciało. Ostatnim momentem całej Eskurii był wybuch mrocznej masy, z której wyłonił się ON – Tenebris.

– Znowu rozmyślasz o przeszłości Raphaelu? – usłyszałem zza baru.

– Świeczka? Co do kurwy nędzy robisz na powierzchni?

– Ach, nic takiego, prowadzę kilka biznesów pod nazwą Demon’s Cave, śmieszne, co nie? A, no i proszę, od teraz możesz mi mówić Lucien, Lucien Lightbringer.

– Czekaj, czyli cały czas przychodziłem do TWOJEGO baru!? No to pięknie… A chciałem się trzymać jak najdalej od mojego ostatniego brata, którego nie zabrała Ciemność.

– Raph, proszę Cię, dobrze wiesz że zarówno Ciebie, jak i mnie nie można zarazić skażeniem. Jesteśmy odporni, o czym dowiedzieliśmy się już hariony lat temu, walcząc z Tenebrisem. Nie lubię wspominać tamtych czasów i nie naprzykrzałbym Ci się gdyby nie to, że ktoś chce sprowadzić go z powrotem zza Bramy.

– Chyba sobie jaja robisz… Po tylu latach spokoju ktoś świadomie chce powrotu Ciemności? Rozumiem, że spokój trwa już bardzo długo, ale jaki w tym sens? No i jeszcze jedno ważne pytanie – skąd Ty o tym wiesz?

– Będąc właścicielem sieci barów można dowiedzieć się o wiele więcej niż poprzez śledztwa Rafałku. A, właśnie, mam dla Ciebie prezent. Wiem, że bez kilku procentów we krwi źle Ci się myśli, z tym żetonem możesz pić za darmo w każdym moim barze. Ach, no i w każdym z nich znajdziesz także kogoś, kto Ci pomoże. Uznaj to za odpłatę za uratowanie mi życia…

– Po pierwsze, nie nazywaj mnie Rafałkiem, starszy bracie. Po drugie, dzięki, ale nie wiem czy chcę skorzystać z Twojej diabelskiej oferty Lucienie, a może powinienem powiedzieć Lucyferze. – powiedziałem wkładając do kieszeni płaszcza żeton z wygrawerowanym nań pentagramem. – Jeszcze się spotkamy, mam nadzieję że wtedy razem się napijemy za sukces.

Demon’s Cave, niegdyś moje ulubione miejsce do picia okazało się tak naprawdę jedną z wielu kryjówek łączących świat podziemia z powierzchnią, a tym samym królestwem Świeczki, Lucyfera, czy jak tam zwą go ludzie. W pewnym momencie poczułem na sobie czyjś wzrok, pomimo tego, że stałem pośrodku opustoszałego pasa lotniczego, w pobliżu którego znajdowało się moje lokum. Cóż, być może tylko mi się wydawało…

Dodaj komentarz